Klubowy booking, to co dwutygodniowe zestawienie najlepszych i najbardziej polecanych imprez olsztyńskich didżeji, promujących prawdziwe brzmienia muzyki klubowej, zarówno w Olsztynie, jak i w całej Polsce.
Klubowy Booking ma przybliżyć wam – prawdziwym klubowiczom, ceniącym tylko najlepszą muzykę klubową, imprezy oraz kluby warte odwiedzenia. Co dwa tygodnie znajdziecie tu, najciekawsze zapowiedzi imprez z udziałem olsztyńskich didżeji. Zarówno tych utożsamiających się z muzyką house, techno, minimal, jak i tych grających połamane i dubstepowe dźwięki.
Dokument poświęcony imprezie ASOT 450, która odbyła się 24 kwietnia we wrocławskiej Hali Stulecia.
Film ukazuje całą prawdę o imprezach z muzyką Trance w Polsce. Wszyscy didżeje jednogłośnie wypowiadają się w samych superlatywach o polskich klubowiczach i atmosferze jaka panuje na eventach. „W Polsce jest prawdziwa miłość do muzyki trance (…). Tutaj ludzie naprawdę podążają za prawdziwym trance’em, za euforycznymi melodiami, czego nie obserwuję nigdzie indziej (…). Tu jest najwspanialszy słuchacz tej muzyki na świecie” – mówi Armin Van Buuren.
Klubowy booking, to co dwutygodniowe zestawienie najlepszych i najbardziej polecanych imprez olsztyńskich didżeji, promujących prawdziwe brzmienia muzyki klubowej, zarówno w Olsztynie, jak i w całej Polsce.
Klubowy Booking ma przybliżyć wam – prawdziwym klubowiczom, ceniącym tylko najlepszą muzykę klubową, imprezy oraz kluby warte odwiedzenia. Co dwa tygodnie znajdziecie tu, najciekawsze zapowiedzi imprez z udziałem olsztyńskich didżeji. Zarówno tych utożsamiających się z muzyką house, techno, minimal, jak i tych grających połamane i dubstepowe dźwięki.
„Moim marzeniem jest zagrać live’a, w którym będę miał dużo instrumentów, które będę mógł na żywo sobie nagrywać, loop’ować i dokładać każdą nową sekcję, do tych które będą już wybrzmiewały” – mówi Piotr Bejnar, producent, live – performer, animator kultury.
Dziś trzecia i ostatnia część wywiadu z Piotrem Bejnarem.
Rozmawia: Paweł Pawłowski
Twoim marzeniem jest zagrać na żywo, bez jakichkolwiek przygotowań, wykorzystując do tego aparat mowy i wszelkiego rodzaju dźwięki, będące inspiracją codzienności – przedzieranie kartek – wplatane w beat, przejeżdżający pociąg – podbity o parę oktaw, czy głos przechodniów.
-Właśnie pracuje teraz nad tym. Zbieram pieniążki na nowy sprzęt, który będzie nagrywał na żywo, a mianowicie – Boss RC 50 Loop Station. Między innymi chcę kupić to urządzenie i kilka innych, które wzbogacą mój live-act i umożliwią mi zagrać live-act nie przygotowany wcześniej. Kolekcjonuję dużo różnych małych instrumentów, nawet dla dzieci. Mam tego mnóstwo. Kupiłem ostatnio nawet takie małe szkolne cymbałki.
-Moim marzeniem jest zagrać live’a, w którym będę miał dużo tych instrumentów, które będę mógł na żywo sobie nagrywać, loop’ować i dokładać każdą nową sekcję, do tych które będą już wybrzmiewały. Nawet telewizor chciałbym mieć na stole razem z innymi urządzeniami – żeby podłączyć, zmieniać kanały i w trakcie nagrywać różne dźwięki, które będą wplatane w live’a. Chociaż by, reklamy pitch’ować, skracać, wydłużać, itd.
-Chciałbym kiedyś zagrać takiego live’a, ale póki co, zbieram na to fundusz, później będę musiał to wszystko zsynchronizować, zrobić tak jakby cały swój set-up, żeby jakoś tą muzykę zrobić i przygotować.
Wszystko bez przygotowań.
-Na początku, to musi być przećwiczone. Muszę się wszystkiego nauczyć. Mam Korg’a Kaospad’a 1 i Korg’a Electribe ESX-1. Chciałbym dokupić Korg’a Kaos pad’a 3 i dużo jeszcze innych maszyn i oczywiście, żeby to mieć we krwi jakoś, żeby móc zagrać takiego live’a zupełnie nie przygotowanego, to wcześniej trzeba dużo ćwiczyć, żeby wiedzieć, co kiedy zrobić. Tak jak uczysz się jeździć na rowerze, później już tylko wsiadasz i jedziesz. Tak samo jest z robieniem muzyki.
Jak u Ciebie z graniem w ostatnim czasie?
-Teraz mam taki etap przejściowy. Więcej produkuję aby na jesień móc ruszyć z nowymi rzeczami, bo jeżeli co tydzień jeździłem, to musiałem się siłą rzeczy przygotować do tego grania, a zazwyczaj u mnie przygotowanie się do grania zajmuje od 3 do 5 dni, do zagrania live’a.
Improwizacja
-Zdarzyło się kilka razy, że nagrałem praktycznie takie same live’y, ale, każdy był inny, bo inaczej go zagrałem. Na każdej imprezie staram się zagrać na tyle na ile mogę inny materiał. Tak jak, już wcześniej wspominałem – ja się szybko nudzę wszystkim. Jeżeli jesteś didżejem, to możesz kupić sobie co tydzień tysiąc nowych płyt i zagrać coś innego, nowego. Ale, żeby co tydzień robić nową godzinę muzyki, to nie ma takiej możliwości.
Współpracujesz z rozgłośnią internetową RTS.FM
-Tak. Teraz zacząłem współpracę z RTS.FM. To jest internetowe radio muzyczne. Oprócz strimmingu audio, można również oglądać artystów na żywo jak grają.
Grałeś tam już?
-Tak. Grałem tam 2 lipca
Mimo, że zajmujesz się produkcją, to i tak nadal kupujesz winyle?
-Ostatnio nie kupowałem za dużo winyli, ale znów do tego wracam. W weekend byłem w Warszawie z przyjacielem, który grał na imprezie Jacka Sienkiewicza, dostałem w prezencie od Jacka parę winyli, troszkę mnie to nakręciło do kupowania pły. Miałem pewien okres w życiu, kiedy przestałem być didżejem. Zacząłem robić muzykę i nie miałem na życie, więc sprzedawałem niektóre wydawnictwa, których teraz żałuję.
Black Roses, to cykl imprez, który zapoczątkowałeś 7 lipca 2006r. Od tamtego czasu impreza cyklicznie pojawia się na klubowej mapie Polski. Gościliście najlepszych artystów utożsamiających się z muzyką elektroniczną zarówno z Polski, jak i z za granicy.
-Kiedyś wpadłem na pomysł z moją byłą dziewczyną, żebyśmy właśnie zrobili taki cykl, bo był taki okres czasu, że nazywaliśmy każdą imprezę inaczej, a zachciało nam się właśnie zrobić cykl, by on trwał, by to jakoś budowało wyobrażenie tych imprez. Głównie nastawialiśmy się na to, żeby ściągać ludzi, którzy zagrają live’a, a jako, że w Olsztynie nikt nie robił wtedy takich imprez, więc utożsamiliśmy sobie to z tym, że jest to mało spotykane, a czarne róże można wyhodować tylko sztucznie. Te imprezy były nie spotykane w swej formie, jak również te kwiaty, więc powiązaliśmy te dwa aspekty ze sobą. Przewodnią myślą imprezy było to, by nie zamykać się na jakiekolwiek formy muzyczne. Od ambitnych, połamanych i kojących rzeczy, skończywszy na zwykłej prostej muzyce tanecznej.
Jak udała się pierwsza impreza w Boom Town?
-Bardzo dobra impreza. Co prawda był to lipiec, więc martwy okres. Grał wtedy Łukasz Seliga (SLG). Było plus osiemset na parkiecie, ze wszystkich ciekło po prostu, ale przyszło w miarę dużo ludzi jak na wakacje i impreza była jedną z fajniejszych. Wszyscy wtedy bardzo ładnie zagrali.
Kiedyś zafascynowany byłeś Aphex Twin i Squarepusher’em.
-Od tego zaczynałem. Squarepusher, jest bliskim kolegą Aphex Twin’a. Tylko to jest muzyka dla wymagających, nie dla każdego –wielu ludzi ta muzyka będzie męczyć, bo to bardzo skomplikowane sekcje perkusyjne.
-Zaczynałem grać od takich rzeczy. Przez pierwsze kilka lat grania z płyt, kiedy była potrzeba wypędzić ludzi z klubu, miksowałem dwie i ludzi nie było (śmiech).
Do dzisiaj uwielbiam Aphex Twin’a i jego twórczość.
Słuchasz jakiejś muzyki, prócz tej, którą grasz?
-Oczywiście. Z tym, że w domu już nie łupię. Staram się słuchać muzyki, która mnie zrelaksuje.
Chciałbym nie być szufladkowany, ale przed tym nie da rady uciec – mówi Piotr Bejnar.
Rozmawia: Paweł Pawłowski
Część 2. wywiadu (trzecia część w czwartek 29 lipca)
Masz w planach wydanie ambientowej „EP-ki”?
-Zrobiłem album ambientowy i wysłałem go do pewnej wytwórni, a raczej poproszono mnie o to, bym coś takiego zrobił, ale warunki były zbyt ubogie, mianowicie nic mi nie oferowali za moja pracę.
Długo musiałeś ubiegać się o to, by zainteresowali się tym materiałem?
-To było tak, że znajomy ma tę wytwórnię. Usłyszał gdzieś dwie moje piosenki. Wydają się tam konkretni artyści i te rzeczy się sprzedają, ale zaoferował mi gorsze warunki niż się spodziewałem. Jako że wcześniej nie wiele płyt wydałem, jestem kojarzony bardziej z graniem na żywo, a nie z wydawaniem płyt, w związku z czym chcieli mi zaoferować warunki, które nie wystarczały mojemu wyobrażeniu na tę płytę. Nie jest mi potrzebna taka promocja, a ten materiał raczej się nie zestarzeje. Nie robię niczego pod modę.
Masz czasami tak, że robiąc numery i wrzucasz je do szuflady, by jeszcze troszkę poczekały?
-Jak najbardziej. To jest tak, że w momencie, w którym to zrobiłem, nie podobają mi się tak bardzo, a z biegiem czasu stają się dla mnie zdecydowanie lepsze. Wtedy wychodzą dumnie z szuflady.
Kierujesz się opinią znajomych?
-Opinia znajomych jest dla mnie bardzo istotna. Każda uwaga jest dla mnie cenna. Jeżeli znajomy powie, że coś mu się nie podoba, to bardziej doceniam, aniżeli przedstawi odczucia w samych superlatywach.
Jesteś otwarty na nowe brzmienia, czy można Cię zaszufladkować?
-Ludzie mnie zaszufladkowali w pewnym momencie, kiedy bardzo dużo jeździłem. Zaszufladkowali mnie w twórcy muzyki minimal, ale ja to odbieram jako obelgę gdyż robię muzykę bardzo różną w stylach. Zawsze dążę do nowych brzmień, nowych rozwiązań i jakiejkolwiek nowości w muzyce. Dlatego też moje romanse z muzyką przez lata się zmieniają. Ciągle muszę mieć coś nowego, bo szybko się nudzę. Chciałbym nie być szufladkowany, ale przed tym nie da rady uciec, tak mi się wydaje. Prędzej czy później ktoś wyciągnie część wspólną z tego co robisz i nazwie to jednym słowem. Także po latach robienia i grania nauczyłem się nie przejmować takimi rzeczami.
Nie myślałeś o stworzeniu własnej wytwórni?
-Otworzenie wytwórni jest moim marzeniem od wielu lat. Chciałbym być odpowiedzialny za wszystkie czynniki. To się stanie już bardzo nie długo. Żeby nie zdradzać, mam już kilku artystów, dobrze znanych na rynku polskim i zagranicznym. Oczywiście będą to wydawnictwa głównie winylowe, bo chcę by to miało konkretną jakość i formę. Pierwsze kilkanaście pozycji oczywiście będzie winylowych. Będą sprzedawane również mp3 danej pozycji. Dla mnie wytwórnia bez jakiejkolwiek fizycznej formy, to nie jest do końca wytwórnia. Nie chciałbym obrażać tych, którzy prowadzą net labele, ale moim zdaniem współczesna interpretacja wytwórni, czyli sprzedawanie mp3 powinno iść w parze razem z produkowaniem fizycznych form. W obecnym czasie jest to nie opłacalne, ale ja chcę to robić, tak by wszystko miało swoją wysoką jakość. Wydanie winyla w dzisiejszych czasach, w których kompletnie się nie sprzedają jest pewnego rodzaju wyzwaniem.
-Poza tym chciałbym dbać o każdy szczegół. Jestem już dogadany z przyjaciółmi, z którymi robiłem ramówkę do TVP Kultura, z grafikami i animatorami, którzy będą sprawować pieczę nad oprawą graficzną, animacyjną, robieniem teledysków itd. Są ludzie, teraz pozostało tylko działać.
Jak nawiązała się twoja współpraca z Open Concept Recording?
-Dylan Gadwa wysłał mi maila, że podobają mu się moje numery, które wcześniej usłyszał na myspace. Znalazł mnie przez mojego dobrego przyjaciela z Poznania. Spytał go, kto w Polsce robi taką elektronikę, którą on mógłby się zainteresować. Znajomy powiedział, by Dylan wszedł na moją stronę i tak zaproponował mi współpracę.
Miałeś kiedyś zajawki na różnego rodzaju programy do tworzenia muzyki, typu Fl Studio, Cubase, itp.?
-Jeżeli chodzi o software, to miałem mały romans z Fruity Loopsem. Nie do końca pasowało mi brzmienie i możliwości tego sprzętu. Długi romans miałem także z Reasonem, ale już od wielu lat robię na Abletonie. To jest najlepszy program muzyczny dla mnie na świecie, w którym jedynym ograniczeniem technicznym jest wyobraźnia.
Czy na imprezie prócz Korga wykorzystujesz jeszcze komputer?
-Dawno nie wykorzystywałem. Gdzieś z 2-3 lata grałem tylko z maszyn. Głównie to był Korg, jako że przez kilka ostatnich lat dążyłem do tego, by zminimalizować swój set-up, by w jeden plecak włożyć wszystko i tego nie tachać. Miałem szalony okres, bo jeździłem non stop i gdybym miał to wszystko wozić ze sobą, to to by było bardzo męczące i kłopotliwe. W studio głownie pracuję na komputerze.
Klubowy booking, to co dwutygodniowe zestawienie najlepszych i najbardziej polecanych imprez olsztyńskich didżeji, promujących prawdziwe brzmienia muzyki klubowej, zarówno w Olsztynie, jak i w całej Polsce.
Klubowy Booking ma przybliżyć wam – prawdziwym klubowiczom, ceniącym tylko najlepszą muzykę klubową, imprezy oraz kluby warte odwiedzenia. Co dwa tygodnie znajdziecie tu, najciekawsze zapowiedzi imprez z udziałem olsztyńskich didżeji. Zarówno tych utożsamiających się z muzyką house, techno, minimal, jak i tych grających połamane i dubstepowe dźwięki.
FunkySolo
23.07.2010 – Disco, Funk, House w Galeria63 [Sopot]
30.07.2010 – TwinsofSound with Filip Domański (saksofon) w Platinium [Warszawa]
31.07.2010 – with Skipek w QSC [Olsztyn]
Eliot
23.07.2010 – Stary Rower [Sopot]
24.07.2010 – with Lone, Wiosna and her Band w Boolvar [Gdynia]
30.07.2010 – TwinsofSound with Sebastian Domański (saksofon) w Platinium [Warszawa]
Skipek
24.07.2010 – BoSki Duet (Bolo&Skipek) w Eufouria [Olsztyn]
27.07.2010 – House Life with Jeivi (saksofon) w QSC [Olsztyn]
- Kiedyś był Rewers, był Boom Town – kluby w których regularnie działy się imprezy. Był target na muzykę elektroniczną. Aktualnie w Olsztynie nie ma klubu – mówi Piotr Bejnar, producent i live–performer, który w sobotę wystąpi w Cafe Latte Glamour.
Część 1. wywiadu (druga część w czwartek 22 lipca)
Rozmawia: Paweł Pawłowski
Jak się zaczęła twoja przygoda z płytą winylową?
Dokładnie 2 stycznia 1998 r. na konkursie didżejów w starym klubie „FOR” Na Artyleryjskiej, niedaleko byłego klubu Rewers. Ten klub był otwarty 24 h na dobę. Tam nawet bezdomni nocowali. To były szalone czasy. Miałem wtedy 7 płyt winylowych i nawet nie wiedziałem, że to trzeba zgrywać tempem. Nikt wtedy nie wiedział. Po prostu totalnie przypadkowo bawiliśmy się crossfader’em. Jesteś samoukiem. Nie chodziłeś nigdy do żadnej szkoły muzycznej…
Byłem totalnym samoukiem z wielką determinacją. Nie chodziłem do żadnej szkoły muzycznej, chociaż teraz na stare lata zapisałem się na pianino i uczę się od podstaw, od „Wlazł kotek na płotek”, żeby za jakiś czas móc współpracować poważnie z muzykami.
Wcześniej występowałeś jako „PT” i „Deaf Petrol Boy”. Obecnie posługujesz się własnym imieniem i nazwiskiem. Dlaczego? Mój świętej pamięci tata, powiedział do mnie kiedyś: „Dlaczego twoje pseudonimy artystyczne są takie dziwne jak np.: „Piti defa paka siakalaka”.” Zasugerował, żebym nazwał się jakoś normalnie, tak jak się naprawdę nazywam, jak już gram swoją muzykę. W tamtym momencie poważnie zacząłem grać i wtedy też przerzuciłem się z bycia DJem na bycie live-act’owcem i producentem. To się tak złożyło w czasie. To także tata zasugerował.
Obecnie grasz na KORG Electribe ESX-1. Pamiętasz od czego, to wszystko się zaczęło?
Jeżeli chodzi o robienie muzyki, to również jest to związane z moim świętej pamięci tatą, bo chciałem kupić sobie maszynę. Całe życie byłem zafascynowany maszynami bardziej, aniżeli w robieniu na komputerze, chociaż w tym czasie idzie to w parze. Zarówno korzystam z maszyn, jak i z programów komputerowych. Tata kupił mi wtedy Yamaha RM1X, to jest taki stary sekwencer hardwere’owy z modułem brzmieniowym z 1999 r. Uczyłem się go 2 lata. Codziennie czytając instrukcję starałem się coś tam w niej zrozumieć, bo wtedy byłem jeszcze zielony z robienia muzyki. Inni chodzili sobie na imprezki, a ja siedziałem w domu i się uczyłem tej maszyny. Mam dużo save”ów na dyskietkach. Mnóstwo mam tam fajnych, ciekawych melodii, których nigdy nie wykorzystałem, ale one czekają i prędzej czy później zostaną wykorzystane. Do dzisiaj jest to najbardziej rozbudowany sekwencer na świecie. Bardziej skomplikowanej maszyny, jak chodzi o sekwencer, nikt nigdy nie zbudował. W związku z czym kolejne maszyny, jakie kupowałem były już prostsze. To były dla mnie zabawki, w których nie musiałem czytać instrukcji, chociaż każdego zachęcam by po kupieniu jakiegokolwiek sprzętu, najpierw poczytał instrukcję, a potem pytał kolegów, bo często to jest na odwrót. Dużo młodszych ode mnie kolegów pyta się jak np. przekopiować pattern, po czym zawsze odsyłam znajomych po prostu do instrukcji, bo bez niej nie ma jakiegokolwiek działania.
Kochasz jazz. Jesteś fanem Tomasza Stańko. Czy marzysz o zagraniu z nim wspólnie na scenie, czy taki performance jest możliwy do zrealizowania? Jak najbardziej. To jest na pewno moje niespełnione marzenie, ale nie sądzę by było możliwe do zrealizowania. Tomasz Stańko jest już tak zasłużonym jazzmanem. Ten człowiek jest legendą jazzu nie tyle polskiego, co światowego. Wydaje mi się, że to jest za duży człowiek na tego typu przedsięwzięcie, a ja jestem tak naprawdę na początku mojej drogi muzycznej. Nie sądzę, by mógł się zainteresować takim przedsięwzięciem. Może kimś bardziej znanym, bardziej zasłużonym, mógłby się zainteresować. Ja jestem jego wieloletnim fanem, uwielbiam jego muzykę, ale nie liczę na tego typu kooperacje.
Jesteś rannym ptaszkiem, czy nocnym Markiem? Kiedyś byłem nocnym Markiem. Teraz jestem totalnym rannym ptaszkiem. Kiedyś nie dbałem o swoje zdrowie. Wstawałem rano, odpalałem „Teleexpress” (śmiech), teraz kładę się wcześnie spać by móc wstać rano.
Jak wygląda Twój dzień? Wstaję około 4-5 nad ranem. Teraz mieszkam na wiosce u mamy, bo mam remont w domu. Wstaję bardzo wcześnie, jem śniadanie, psikam się offem, ładuję laptopa z małym sterownikiem do plecaka i około 5-6 wyruszam w las, biorę ze sobą termos, koc. Wsiadam na rower, gdzieś się rozbijam i mniej więcej do wieczora na łonie natury komponuję. Wieczorem wracam, jakiś odpoczynek, kolacja. Kiedyś byłem bardzo taki do ludzi, a teraz coraz bardziej dziczeję. Muszę mieć bardzo dużo spokoju, żeby robić muzykę. Wszystko kompletnie mi się pozmieniało, tak jak z tym nocnym Markiem i rannym ptaszkiem. Kiedyś miałem mega rozgardiasz w domu. Teraz wręcz przeciwnie. Wszystko muszę mieć posprzątane i poukładane, żeby móc zacząć pracować. Wszystko się zmienia. Człowiek dojrzewa.
Masz swoje studio w domu? Właśnie teraz buduję jedno pomieszczenie u siebie w mieszkaniu i jedno u mamy na wiosce. W końcu mogę sobie na to pozwolić. Teraz pracuje nad tym by cały sprzęt mieć podłączony do jednego włącznika. Chodzi mi o to, że wchodząc do studia naciskam jeden przycisk i wszystko się odpala. Całe życie o tym marzyłem, ale nie miałem po prostu pieniędzy na zrealizowanie tego typu rzeczy.
Jak oceniasz zainteresowanie muzyką klubową w Olsztynie? Olsztyn nie ma klubu, od tego trzeba wyjść. Kiedyś był Rewers, był Boom Town – kluby, w których regularnie działy się imprezy. Był target na muzykę elektroniczną. Aktualnie w Olsztynie nie ma klubu i chyba na tym się rozmowa kończy na ten temat. Zainteresowanie na pewno jest, ludzie na pewno chcą słuchać tego typu muzyki i przychodzić na tego typu imprezy.
Myślałeś o własnym klubie? Myślałem. Oczywiście może kiedyś się to wydarzy, ale to po trzydziestce, jak już troszeczkę będę starszy. To jest użeranie się z wieloma rzeczami, to jest bardzo ciężka praca. W Olsztynie, żeby klub przetrwał, żeby zarabiał z elektronicznej muzyki, musiałyby się dziać również rzeczy bardziej przystępne. Wydaje mi się, że Olsztyn jest za mały na tego typu rzeczy.
W Cafe Latte Glamour na Targu Rybnym ruszasz z nowym cyklem. Jaki charakter będzie miała ta impreza? jakich gości chciałbyś zaprosić? Masz jakieś niespodzianki? W Glazurze będę robić imprezy co 2 tygodnie, ale głównie będzie to raz z gościem z poza Olsztyna i raz z olsztyniakami. Widzę w tym klubie potencjał. Miejsce jest na tyle zrobione z głową, że wiem, że jesienią mogą tam być bardzo ciekawe imprezy. Na 14 sierpnia zaprosiłem Maxa Skibę, zakochanego w disco lat 8”0tych, przyjedzie zagrać live’a.
Jeżeli nie mieliście jeszcze okazji usłyszeć Piotra na żywo – będziecie ją mieli już 17 lipca w Cafe Glamour Latte w Olsztynie
Klubowy booking, to co dwutygodniowe zestawienie najlepszych i najbardziej polecanych imprez olsztyńskich didżeji, promujących prawdziwe brzmienia muzyki klubowej, zarówno w Olsztynie, jak i w całej Polsce.
Klubowy Booking ma przybliżyć wam – prawdziwym klubowiczom, ceniącym tylko najlepszą muzykę klubową, imprezy oraz kluby warte odwiedzenia. Co dwa tygodnie znajdziecie tu, najciekawsze zapowiedzi imprez z udziałem olsztyńskich didżeji. Zarówno tych utożsamiających się z muzyką house, techno, minimal, jak i tych grających połamane i dubstepowe dźwięki.
W tym tygodniu szykuje się wiele imprez z udziałem „naszych”. Jeżeli nie mieliście okazji pojawić się na Open’erze, gdzie grali TwinsOfSound, będziecie mieli okazję w Sopocie. W Galerii 63 zagra FunkySolo. Fani muzyki elektronicznej, również mają się czego spodziewać. W sobotę 10 lipca w klubie Cafe Glamour Latte w Olsztynie, kolejna odsłona „Made In Olsztyn”. Za to, w najbliższy weekend na zamku w Iłży festiwalowe szaleństwo połamanych bitów.
Eliot
16.07 – Pure Soulful Beatz w Galeria 63 [Sopot]
17.07 – After Party w Koka [Sopot]
FunkySolo
9.07.2010 – Disco, Funk, House w Galeria63 [Sopot]
17.07.2010 – Disco, Funk, House w Galeria63 [Sopot]
Skipek
13.07.2010 – House Life with Jeivi (Sax) w QSC [Olsztyn]
Coffin
10.07.2010 – Made In Olsztyn w Cafe Glamour Latte [Olsztyn]
TAS
9 – 10.07.2010 – Festiwal Muzyki Elektronicznej i Sztuki Nowej na zamku [Iłża]
Krazz
9 – 10.07.2010 – Festiwal Muzyki Elektronicznej i Sztuki Nowej na zamku [Iłża]
W poprzednim artykule dowiedzieliście się czym jest wizerunek didżeja i jak nad nim pracować. W tej części poznacie 3 najważniejsze funkcje potrzebne do kreowania wizerunku oraz dowiecie się jak wcielać je w życie.
Didżej, który wywiera na otoczeniu pozytywne wrażenie przez to jak gra i jak zachowuje się na scenie, spotyka się z akceptacją. Zna swoją wartość jako artysta, wie kim jest i jakie wrażenie chce wywrzeć na ludziach. Stosując się do tych zasad łatwiej jest mu nawiązywać kontakty międzyludzkie, zostać zauważonym i docenionym.
Didżej kreuje swój wizerunek między innymi poprzez wygląd, duchowość i funkcje, przez co każda z tych cech zależna jest od drugiej :
Wygląd - po tym zwykle możemy poznać jak i co reprezentuje swoją osobą. Wszystko uwarunkowane jest przez styl ubierania, fryzurę, tatuaże, bransoletki, kolczyki, czapki – to wszystko to „akcenty” poprawiające image. Didżej wyraża to kim jest przez swoją swobodę ubierania się. W kręgu branżowym modne są nawiązania do „oldskulowego” stylu bycia i wyrażania swoich opinii politycznych i poglądów na różne tematy przez T-shirty. Może to być też forma reklamy, a sam didżej związany może być z jakąś marką odzieżową, którą promuje, przez co staje się żywą reklamą.
Duchowość - dobry didżej zaczyna imprezę z koncepcją, dostosowując ją do ludzi przebywających na parkiecie. Z każdym kolejnym numerem buduje napięcie, przez co ludzie są zadowoleni i on sam. Wzrasta w nim poczucie wartości, a tym samym wyrabia się jego marka – imię, ksywa. Bycie artystą jak w każdym fachu wiąże się z wydatkami. Mimo, iż dla jednych jest to hobby a dla drugich sposób na życie, to nie ma co ukrywać, że jest to dość kosztowne przedsięwzięcie.
Funkcje – bycie didżejem nie sprowadza się jedynie do puszczania i odgrywania płyt. Każdy poprzez ciągłe szlifowanie swoich umiejętności chce być najlepszym z najlepszych. W tym celu didżej powinien być na czasie i iść za „głosem czasu”; poznając nowe techniki, style muzyczne, sprzęt, obróbka starych standardów.
Na początku lat 70. didżej uważany był w Polsce za wodzireja, stojącego w hierarchii klubowej nie wiele wyżej od szatniarza; niewiele zmieniło się od tego czasu. Obecnie didżeje postrzegani są zwykle w negatywnym świetle, głównie jako „puszczający muzykę”, z których większość to marionetki grające bez starannej selekcji tak, jak zażyczy sobie tego publika.
„Nie jest ważne jak o tobie mówią, byleby mówili”, to stwierdzenie nie za dobrze sprawdza się w działalności publicznej, którą sprawuje DJ. Czasem oznacza ona utratę wizerunku, będącą czymś w rodzaju „śmierci społecznej” – oznacza to poważne kłopoty związane z utratą zaufania, dlatego należy pamiętać o tym, że dobry wizerunek łatwo stracić, trudniej później odbudować.
Elementy wizerunku, o ile są harmonijne i prawdziwe, wpływają pozytywnie na sposób zachowania się i relacje z otoczeniem. Umacniają poczucie własnej wartości oraz pomagają przezwyciężyć poczucie niepewności w kontaktach z innymi ludźmi. Aby wizerunek didżeja był przekonywujący musi być kompletny, spójny i prawdziwy.
Wielu młodych didżejów stawiających pierwsze kroki w tej dziedzinie jest osobami pasywnymi, zdanymi na wpływy zewnętrzne, co powoduje, iż upodobniają się do wodzirejów dyskotekowych. Jest to fałszywa droga, która sprawia, że początkowy zapał szybko mija, muzyka jest niezrozumiana, nie trafia do publiczności klubowej. Witalność didżeja zostaje zahamowana na skutek zniechęcenia i braku poczucia własnej wartości.
Wizerunek, to nieodłączny element towarzyszący artyście każdego dnia. Jedni pracują nad nim latami, innym z kolei udaje się wypracować pożądany efekt w zaskakująco szybkim czasie. Czym jest, jak nad nim pracować i co decyduje o tym, by być „dobrym” didżejem? Na te i wiele innych pytań, odpowiedzi znajdziecie w artykule poniżej.
Tworzenie własnego wizerunku, to długie lata praktyki i permanentnego uczenia się bez względu na to, czy kreowany jest on na potrzeby biznesu, polityki czy szeroko pojętej sztuki. Należy pamiętać, że pierwsze spojrzenie nie do końca jest najważniejsze. Potrzeba dbania o wizerunek przydaje się w każdej dziedzinie życia, bez względu na to z kim mamy do czynienia i w jakiej branży działamy.
Dobry didżej dokładnie wie, jak zazwyczaj należy zbudować wizerunek, by uzyskać pożądany efekt. Potrafi prawidłowo określić cel i w umiejętny sposób go osiągnąć. Posiadając swój niepowtarzalny wizerunek zdolny jest do tego, aby wystarczająco długo utrzymać się na fali popularności.
Wyznacznikiem „dobrego” didżeja są wartości postrzegane przez każdego w indywidualny sposób. Dla jednych bycie didżejem i granie w klubie ma tylko i wyłącznie wartość materialną, zaś dla drugich sprowadza się to do wartości emocjonalnej. Przez „wartość” rozumie się najczęściej to wszystko, co wiąże się z pozytywnymi emocjami, co skupia w sobie pragnienia i dążenia człowieka, co uważa się za ważne i istotne w życiu, godne pożądania, na zdobyciu tego na czym najbardziej nam zależy.
Dobry a zarazem szanujący się artysta cały czas pracuje nad doskonaleniem swoich umiejętności, jak i kreowaniem własnego wizerunku. W ten sposób stara się zaskakiwać publiczność czymś nowym. Potrafi dostosować się do każdego miejsca w którym gra oraz nawiązać świetny kontakt z klubowiczami, budując jednocześnie niepowtarzalny klimat w trakcie każdej imprezy.
Didżej wyraża się poprzez styl bycia charakterystyczny dla siebie samego i wyróżniający go spośród tłumu. Za osobisty styl przyjmuje cechy charakterystyczne, wyrażające się tendencją do zmian. Dzięki temu może mieć wpływ na to, jak widzą go inni ludzie. Kreuje swój wizerunek poprzez selekcję utworów, dobrą technikę zgrywania seta, czyli poziom techniczny jaki reprezentuje oraz podejście do ludzi, którzy przychodzą na imprezę dla niego i dla muzyki jaką tworzy na poczekaniu, obserwując bawiący się tłum.
Didżej jest jak malarz z tym że, farbą są dla niego płyty, a pędzlem dwa gramofony i mikser, za pomocą którego tworzy coś nowego.
Za tydzień druga część artykułu. Dowiecie się z niej między innymi, jak i za pomocą czego didżeje kreują swój wizerunek.